35 lat temu w nocy z 12 na 13 grudnia został wprowadzony stan wojenny przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego pod przewodnictwem generała Wojciecha Jaruzelskiego. Stan wojenny przyniósł cierpienie i ogólne przygnębienie narodu polskiego, zastopował naszą gospodarkę i sparaliżował państwo, nie obeszło się również bez ofiar. Twórcy stanu wojennego usiłowali zatrzymać czas. Dążyli, na szczęście bezskutecznie, do utrzymania zniewolenia Polaków wmawiając im, że są to poczynania podejmowane dla ich dobra.
Z tej okazji 13 grudnia 2016 roku w Rzeszowie odbyło się rozstrzygniecie VI edycji konkursu pt. „Stan wojenny w Polsce – Stan wojenny w mojej rodzinnej miejscowości” orgaznizowanego przez Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie. Konkurs obejmował przygotowanie prezentacji multimedialnej poświęconej wydarzeniom stanu wojennego w miejscowości rodzinnej autora pracy oraz zaprezentowaniu zebranych materiałów przed komisją konkursową podczas prezentacji finałowej. Praca musiała opierać się na szerokiej bazie źródłowej oraz zawierać relacje, wspomnienia świadka tamtych czasów.
Do II etapu konkursy zakwalifikowało się tylko czterech uczestników z całego województwa podkarpackiego w tym uczennica klasy drugiej społeczno-prawnej Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 1 w Stalowej Woli, Aleksandra Koczwara. Podczas prezentacji finałowej uczennica przedstawiła własne refleksje na temat stanu wojennego oraz odpowiadała na pytania komisji konkursowej.
Komisja doceniła twórczy charakter pracy, przyznając Aleksandrze Koczwarze II miejsce.
Fragment wystąpienia Oli:
„Trudno jest nam sobie wyobrazić jak by teraz wyglądał nasze życie gdyby z dnia na dzień kazano nam podporządkować się nowopowstałym zasadom. Nie możliwe wydaje się dostosowanie w tak szybkim tempie do nowego porządku. A właśnie tak to wówczas wyglądało. Nie było możliwości jakiegokolwiek sprzeciwu, bo kogo by to obchodziło – ludzie nie mieli już jakiegokolwiek prawa, byli traktowani jak rzeczy.”
„Życie w stanie wojennym było przede wszystkim ciężkie dla ludzi mieszkających w miastach, nie mieli oni gospodarstw, które chociaż w pewnym stopniu zaspokajały ich zapotrzebowanie na żywność. Jedyne, na co mogli wtedy liczyć to pożywienie ze sklepów, którego i tak było bardzo mało i czasami w niewielkim stopniu pomoc ze strony rodzin mieszkającej na wsi, ale też nie każdy miał takie szczęście.
Kartki żywnościowe były wielkim problemem w tamtym czasie. Dostępne były na nie artykuły takie jak: cukier, mąka, mięso, alkohol, buty. Ale nawet ze zdobyciem tych podstawowych rzeczy były problemy. Trzeba było stać godzinami w kolejkach a i tak nie zawsze się je dostawało. W sklepach były również towary ,, spod lady,, które nie były sprzedawane na kartki. Są to np. pomarańcze, kakao, kawa czy czekolada. Często były to towary sezonowe, które były dostarczane tylko raz na jakiś czas. Nie każdy miał prawo je uzyskać. By je dostać często trzeba było płacić łapówkę. Dostęp do nich miały rodziny i przyjaciele pracowników sklepów.
Nikt z nas nie wie co by się stało gdyby takie utrudnienia nastąpiły w obecnym czasie. Jesteśmy przyzwyczajeni do wygód, gdy idziemy do sklepu półki są zapełnione, a my możemy kupić wszystko co nam jest potrzebne. Nie mamy limitów na żaden towar, co kiedyś było poważnym utrudnieniem.
Dostępne są różnorakie środki czystości a w czasie stanu wojennego ograniczało się to jedynie do szarego mydła a nawet jego zdobycie było trudne. Teraz ciężko jest nam nawet pomyśleć, że nie mielibyśmy innego płynu do mycia włosów, innego do ciała a jeszcze innego do prania. A jak mieli sobie wtedy radzić ludzie gdy wszystko zastępowało im owe mydło? Idąc dzisiaj do sklepu nie musimy stać w kilkugodzinnych kolejkach, mamy ogromny wybór towarów i nie potrafilibyśmy sobie nawet wyobrazić, że jest inaczej.
Stan wojenny został wprowadzony w grudniu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Rodziny szykujące się do tak ważnego święta nie liczyły nawet na to, że na ich stole Wigilijnym zagości karp. Jego zdobycie było praktycznie niemożliwe. Wieczerza ograniczała się do kapust z grochem, ziemniaków a w najlepszym wypadku barszczyku z uszkami i pierogów.
Babcia opowiadając mi właśnie o tej pamiętnej Wigilii wspominała, że pomimo iż była ona taka skromna wszyscy byli szczęśliwi. Cieszyli się , że są razem bo możliwe, że to są ostatnie takie chwile bo wprowadzenie stanu wojennego budziło w nich lęk przed nadejściem wojny której tak się wszyscy bali.
Stan wojenny był wielkim ciężarem dla wszystkich. Ludzie cały czas żyli w niepewności. Po miastach i wsiach nieustannie krążyła milicja, która łapała niewinnych ludzi. Nikt nie wiedział czy wprowadzenie stanu wojennego było zapowiedzią nadchodzącej wojny. Wszyscy się bali, że gdy nie będą się tego spodziewać wjadą czołgi i zaczną do nich strzelać.
Tamte lata były prawdziwym koszmarem. Słuchając opowiadań dziadka wydawało mi się, że opowiadane przez niego historie są nieprawdziwe. Teraz, gdy jesteśmy przyczajani do wygód takie rzeczy nie są dla nas realne.
Wiele opowieści było na prawdę przerażających.
Jedną właśnie z takich historii była opowieść o Panu Eugeniuszu, który miał zostać ojcem dziecka. Jego żonie nieszczęśliwie poród wypadł podczas godziny milicyjnej. Aby dostać się do szpitala na porodówkę, trzeba było mieć specjalne zaświadczenie miejscowych władz. Zanim mąż załatwił papier, dziecko zmarło.
Takie rzeczy w tamtych czasach było codziennością. Ludzie ciężko chorzy i potrzebujący nagłej pomocy medycznej nie mogli na nią liczyć. Zanim udawało im się załatwić zaświadczenia od władz często było już za późno. Ciężko jest nam sobie wyobrazić, że takie rzeczy miał kiedyś miejsce. Mało kto sięga teraz wstecz i myśli o losach ludzi którzy cierpieli i umierali za nic.
Nie ma nic co bardziej pomogło by mi zobrazować stan wojenny niż opowieści bliskich mi osób. Ten smutek w ich oczach pokazał mi tysiąc razy więcej niż nie jedna książka o tamtych wydarzeniach. Ciężko mi było wyobrazić sobie jak wyglądało wówczas życie codzienne ale dzięki tym opowieściom chociaż w pewnym stopniu mogę powrócić do tamtych lat”.
I co zauważyłam?
Stan wojenny nie był dobry. Nie wiemy jakie zamiary miał Wojciech Jaruzelski czy chciał dobrze, czy źle. Ale wyszło źle. Ludziom zakazano wszystkiego, nie mieli oni warunków do normalnego życia i rozwoju. Żyli w strachu. W końcu kto by się nie bał skoro milicja aresztowała nawet zwykłych obywateli? Bali się, bo nie wiedzieli jak potoczą się losy państwa. Bali się, bo musieli się potajemnie przeciwstawiać nowowprowadzonym zasadom.
Dla żyjących w tamtych czasach ludzi stan wojenny był wielkim ciężarem, były problemy z dostawą żywności, zakazano zmian miejsca pobytu, wprowadzono cenzurę korespondencji, godzinę milicyjną; ludzie nie czuli się bezpiecznie.
Było to bardzo trudne dla wszystkich, więc teraz a w szczególności w tym dniu powinniśmy pamiętać o naszej historii i szanować ją. Pamiętać o wszystkich, którzy wtedy cierpieli i nie pozwolić by nasza Polska, nasz kraj jeszcze kiedykolwiek był w podobnej sytuacji.




